Gdzie jest autor?
Gra toczyła się o rynek wart 20 mld rocznie. Lobbyści nie
przebierali w
środkach. Przy okazji udowodnili, że proces tworzenia prawa jest
dziurawy i podatny na wpływy grup interesów.
Obawy o uleganie lobbystom sprawiły, że niełatwo ustalić ojcostwo
ustawy. Formalnie jej projekt został zgłoszony przez sejmową Komisję
Zdrowia, która ma inicjatywę ustawodawczą. Kto go jednak napisał?–
Autorami ustawy byli Jacek Jassem, Witold Zatoński i Krzysztof
Przewoźniak. Choć my ją zmieniliśmy – mówi Czesław Hoc (PiS). Sami
zainteresowani wskazują z kolei na posłów. – Nie jestem politykiem ani
ustawodawcą. Ustawa jest tworzona przez posłów. Jestem lekarzem,
specjalistą z zakresu zdrowia. Gdy byłem proszony, doradzałem różnym
posłom, użyczałem im swojej wiedzy o szkodliwości palenia – wyjaśnia
Witold Zatoński.
Plastry, gumy i... książka profesora
W jaki
sposób wpływano na osoby decydujące o kształcie ustawy? Lobby
antynikotynowe organizowało wiele spotkań i konferencji. W listopadzie
2009 r. odbyła się konferencja „Tytoń albo zdrowie" poświęcona
nowej
ustawie antynikotynowej. Wzięli w niej udział Krzysztof Przewoźniak i
Witold Zatoński. Pierwszy z zainteresowanych odmówił komentarza na ten
temat, drugi nie dostrzegł konfliktu interesów. – Była to
konferencja organizowana przez środowiska naukowe z całej Polski. Jej
celem były prezentacje naukowe, szczególnie z zakresu kardiologii, i
dyskusje nad programami ograniczającymi zdrowotne następstwa palenia
tytoniu – tłumaczy Zatoński. Oprócz ekspertów zaproszenie skierowano też
do Aleksandra Soplińskiego, szefa podkomisji zdrowia, który jednak nie
przyjechał. Konferencje to niejedyny chwyt, który mogą wykorzystywać
lobbyści. W regulaminie konkursu, którego sponsorem w 2007 r. była firma
produkująca plastry i gumy nikotynowe, można przeczytać: „Główną nagrodą
w programie jest 50 000 (pięćdziesiąt tysięcy) egzemplarzy podręcznika Jak
rzucić palenie? prof. W. Zatońskiego”.
Walka o akcyzę
Bój toczy
się o wysoką stawkę, bo przepisy nowej ustawy miały
doprowadzić do przejęcia części rynku tytoniowego przez koncerny
farmaceutyczne. Wprowadzenie zakazu palenia ma sprawić, że uzależnieni
będą sięgać po plastry lub gumy nikotynowe. Na tym jednak nie koniec. Do
firm farmaceutycznych popłyną nie tylko pieniądze, które zarabiają w
Polsce firmy tytoniowe (ułamki procentu wartości rocznej sprzedaży
całego rynku), ale też ok. 20 mld zł, które obecnie z tytułu podatków
(głównie akcyzy i VAT) od papierosów trafiają do budżetu państwa.
Plastry i gumy nie są bowiem obłożone akcyzą. – Pojawiają się nawet
pomysły wpisania gum czy plastrów nikotynowych na tzw. listę leków
refundowanych – mówi przedstawiciel branży nikotynowej. Gdyby tak się
stało, nie dość, że budżet państwa traciłby miliardy na braku akcyzy z
papierosów, to jeszcze wydawałby pieniądze na dofinansowanie gum i
plastrów.
Tajemnicza poprawka
Kolejnym graczem walczącym o udział w rynku są dystrybutorzy
e-papierosów, czyli elektrycznych urządzeń przypominających papierosy.
Aplikują one niewielkie ilości nikotyny za pomocą inhalacji. E-papieros
to konkurencja dla inhalatorów nikotyny produkowanych przez firmy
farmaceutyczne. W kolejnych wersjach przepisów, które to pojawiały się,
to znikały z projektu ustawy, widać walkę lobbystów. Początkowo przepis
wynikający ze stanowiska Rady Ministrów (z 30.03.2009 r.) delegalizował
zarówno e- papierosy, jak i inhalatory nikotyny produkowane przez
niektóre firmy farmaceutyczne. Na jednym z posiedzeń podkomisji zdrowia
do treści zakazu dopisano jednak siedem słów: „z wyjątkiem produktów
leczniczych i wyrobów medycznych" (według sprawozdania Komisji Zdrowia z
dnia 8.09.2009 r.). Było to równoznaczne z dopuszczeniem do sprzedaży
inhalatorów. – Rozwiązało to problem firm farmaceutycznych i pozwalało
wyeliminować producentów e-papierosów, a tym samym konkurencję wobec
przejętego rynku – mówi „Wprost” przedstawiciel branży
tytoniowej.
Kto
zgłosił tę poprawkę? Nie wiadomo. Ów przykład pokazuje, że obecne
procedury legislacyjne nie sprzyjają przejrzystości. Pomoc w rozwikłaniu
tej zagadki zadeklarował poseł Sopliński. Jako szef podkomisji, która
zajmowała się ustawą antytytoniową, jest najlepiej zorientowany we
wszystkich jej zawiłościach. Wśród stosów dokumentów, które
przejrzeliśmy w pokoju posła w hotelu sejmowym, kluczowej poprawki
jednak nie było. Bezradny w tej sprawie okazał się również sekretariat
Komisji Zdrowia. Okazało się wprawdzie, że pod całą grupą poprawek
widnieje podpis posła Czesława Hoca, ten jednak zdecydowanie wyparł się
autorstwa zapisu dopuszczającego inhalatory. Pewność w tej sprawie
dawałby tylko podpis pod każdą poprawką z osobna. Ale z przestrzeganiem
procedur posłowie są często na bakier. W analogicznej sytuacji znalazła
się komisja hazardowa, która nie była w stanie dociec, kto był autorem
jednej z poprawek do ustawy hazardowej – Zbigniew Chlebowski czy Anita
Błochowiak. Dlaczego tak się dzieje? – Teoretycznie posłowie powinni
zgłaszać poprawki na piśmie, lecz często tego nie robią – mówi pracownik
Kancelarii Sejmu. Co więcej, poseł może zataić, że jest autorem
poprawki. Wystarczy, że poprosi kilku kolegów, by się pod nią podpisali.
Po czasie nikt nie będzie o tym pamiętał, a pod tekstem poprawki będzie
widnieć kilka podpisów. I nie będzie można orzec, kto był jej autorem.
Gdy ustawa antytytoniowa trafiła z podkomisji do Komisji Zdrowia,
nastąpił kolejny zwrot akcji. Posłowie Platformy wbrew stanowisku
własnego rządu spowodowali wykreślenie zapisu wykluczającego
e-papierosy. Od tej chwili projekt ustawy dopuszczał zarówno chiński
wynalazek, jak i konkurencyjne inhalatory. – E-papierosy nie szkodzą
biernym palaczom. Dlaczego mielibyśmy ich zabraniać? Ten przepis szedł
za daleko – tłumaczy Damian Raczkowski, wiceszef Komisji Zdrowia z PO.
Żeby było ciekawiej, do przywrócenia przepisu rządowego przekonywał
poseł SLD Marek Wikiński. W komisji zgłosił nawet taką poprawkę. Została
jednak odrzucona głosami posłów... PO. Wikiński wsławił się tym, że
wbrew większości posłów walczył o to, by nie zaostrzać przepisów
zakazujących palenia. Używał przy tym dość oryginalnych argumentów. „Sam
nie palę, ale cobędzie z moim tatusiem, gdy będzie leżał w szpitalu i
zapali papierosa?" – mówił o zakazie palenia w szpitalach. –
Wikiński
działa na rzecz lobby tytoniowego. Będzie kandydatem na prezydenta
Radomia, a tam jest silny przemysł tytoniowy – mówi jeden z posłów
pragnący zachować anonimowość. – Jako poseł zawsze będę walczył o każde
miejsce pracy w Radomiu. To nie moja wina, że produkuje się tam
papierosy i broń. Jedno i drugie jest w Polsce legalne – odpiera zarzut
Wikiński. Poseł przekonuje też, że lobby tytoniowe jest w odwrocie. –
Przegrywa z lobby farmaceutycznym – ocenia polityk SLD. Tę opinię
potwierdzali nawet przedstawiciele koncernów tytoniowych.
Czwartkowy
wynik głosowania w Sejmie zadziwił wszystkich. Posłom walczącym o
zaostrzenie zakazów antynikotynowych zrzedły miny. Po poprawkach
zgłoszonych w ostatniej chwili przez parlamentarzystów PO dominują
opinie, że ustawa stała się łagodniejsza dla palaczy niż przedtem. –
Lobby tytoniowe jednak zwyciężyło. Jest więcej wolności dla palaczy niż
wcześniej – komentuje Tomasz Latos. Poseł PiS zwraca też uwagę, że do
głosowania miało dojść dwa tygodnie wcześniej. Wtedy jednak ten punkt
został zdjęty z porządku obrad. – Jestem ciekawy, dlaczego tak długo
czekaliśmy na głosowanie. Co się działo w ciągu tych dwóch tygodni? –
pyta Latos.
Pytania
Pytań bez odpowiedzi jest więcej. Podobnie jest w wypadku innych ustaw,
gdzie ścierają się interesy wpływowych lobby. Najgorsze jest jednak to,
że mimo kolejnych afer czy komisji śledczych politycy nie potrafią
wyciągnąć wniosków i sprawić, by system tworzenia prawa stał się
bardziej przejrzysty. Najmocniej na kształt każdej ustawy można wpłynąć
podczas prac w podkomisji. Choć liczy się tam merytoryka, jej prace
przypominają bardziej działanie tajnych bractw niż przejrzysty proces
tworzenia prawa. Nie ma stenogramów, posiedzenia są nagrywane na
staroświeckie taśmy. By odsłuchać nagranie z posiedzenia, trzeba napisać
podanie do dyrektora biblioteki sejmowej i odczekać swoje. W wielkim
gmachu Sejmu jest tylko jeden mały pokoik, gdzie na starym magnetofonie
trzeba mozolnie odsłuchiwać taśmy z wielogodzinnych posiedzeń. Gdyby
tworzono stenogramy i umieszczano je w internecie ( jak to się dzieje w
komisjach), zajmowałoby to kilka minut.
Sylwester Latkowski Grzegorz Łakomski